pajakomsmierc
RSS
czwartek, 19 kwietnia 2012

Jestem idealnym targetem marketingowym. Tak mi powiedział któryś z byłych. I chyba miał rację.
Wpadłam ja dzisiaj do Rossmana, bo korektor i tusz do rzęs kończą się niemiłosiernie.
Z korektorem znów popełniłam błąd, znów wzięłam ten sam, co poprzednio, choć się zarzekałam, że nigdy więcej. Tak.

Stoją dwie panienki, na oko 16-17 lat. Jedna trzyma w rękach krem na syfy, skarpetki i świeczkę, a druga obraca w palcach tusz do rzęs.
Decyzja natychmiastowa: dwa ostatnie, opakowanie w złotym kolorze, Astor i Heidi Klum. Ale u mnie to wcale nie wyglądało jak u koleżanki ze Słowacji tu (fotodokumentácia jest swoją drogą przesłodkim słowem).

 

Jak odpocznę, będę gadać z sensem. Obiecuję.


21:13, pajakomsmierc
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Zawiesiłam się na marcu.

Kocham tapety BlueSpoon. Uwielbiam, ale chyba na kwietniową nie zmienię i tak sobie będę trwać w zawieszeniu w marcu. 


21:28, pajakomsmierc
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 marca 2012

Z pobytów w warszawskim Hiltonie narodziła się nowa świecka tradycja - pisanie mojego imienia z błędem. Tak, jakby napisać Tomarz, a następnym razem Tómasz. Mniej więcej podobnie. Nie, żebym jakieś mocne pretensje miała, ale troszkę mi przykro.
Nic to. Gorzej, że kasyno dało mi popalić. Ale przeżyję, wprawdzie wypłaty jeszcze nie uświadczyłam i od 10.03 żywię się trawą, ale przeżyję.

Boję się bardzo, że Unajted Stejts nie dla mnie. Byłyby, ale ludzie nie dopisują. Swoją drogą, odnowienie GC nie jest jakimś ogromnym wyczynem, jakby kto pytał. Wystarczyło się pięknie uśmiechać i już. Proste!
Pozostając w swoim malutkim miasteczku, kombinuję, co by tu zrobić, by narobić, a się nie orobić. Działalność gospodarczą zakładam.
No, dobra, to też zbyt wiele powiedziane. Póki co, przyzwyczajam się do myśli. One także muszą nabrać mocy urzędowej, nieprawdaż. Więc myślę intensywnie, znajomych podpytuję. Oni pukają się w głowę, więc szukam takich, którzy przyklasną. Tylko tyle chcę: klask, klask i działam! Ciężko o takich.. Nie, nie zakładam, że pomysł na biznes z dupy!



I was blessed last week. Tak. Dostałam od Przyjaciela przepiękną bransoletkę. Teraz jest dla zwykłych śmiertelników dostępna w TEN sposób:


No i wygrałam, pisząc o niestandardowym wykorzystaniu różnych domowych śliczności, TAKĄ miseczkę  a że moje dziecko jest także niestandardowe, miseczkę wykorzystało na swój sposób:

Zadzwoniłam do kolegi. To znaczy, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja telefonów nie-na-wi-dzę. I wszyscy znajomi wiedzą. Lepiej smsa wysłać, na smsy zawsze odpowiem, ale inaczej, udaję żem głucha jak pień. I alzheimera mam, jak oddzwaniać pora. Ale do rzeczy: i ten on się tak ucieszył, że zadzwoniłam, że nas rozłączył. A później półtorej godziny przepraszał. To chyba najmilsze było.

Tak, rozmawiałam przez półtorej godziny!

 

No to co. Jak ten ZUS płacić?


20:12, pajakomsmierc
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 marca 2012

Chodzenie* z dwudziestolatkiem ma to do siebie, że przegrywa się ze zjazdem, ligą włoską czy inną głupotą w stylu snookera. Ja lubię, nawet troszkę się znam, ale to jak on z kumplami gra to woła o pomstę do nieba.

Wyrosłam z zachowań typu podziwianie świetnego mężczyzny, uderzającego kijem w kulkę. Bo jak mnie to nie interesuje i wolę tequillę, to wolę tequillę.
I cóż, z niezadowolonego towarzystwa innych dwudziestolatków, że przyprowadził niezłą dupę, skoro nie piska na widok. 
*tak, to jest TO SŁOWO.

12:45, pajakomsmierc
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 27 lutego 2012

Tak, oglądałam. Co to w ogóle za pytanie?
Nie, w sumie odbyło się bez większych wpadek, poza jedną odskakującą nogą.
O tak, ten pokaz był fenomenalny, cyrkowe babcie, he, he.
Jasne, wstawali kilka razy, też miałam ochotę, ale efekt byłby wtedy, gdybym klaskała i skakała z radości, ale w nocy takie zachowanie nie jest zbyt dobrze widziane w bloku, sam rozumiesz.

Zgoda, troszkę nudne widowisko, chociaż kilka śmiesznych momentów zarejestrować można, prawda? Summa summarum,  pod koniec było dość nerwowo. Super, że ostatecznie wszystko odbyło się po mojej myśli. No i jestem o 100zł bogatsza! Hell yeah!

Oczywiście, Zachód pokazał klasę, jak zawsze. Nawet skrót całości jest, o tak. Dobry skrót.

20:13, pajakomsmierc
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lutego 2012

Odjechałam po Odjazdach, na Odjazdach zresztą też.
Dzisiaj ryjbuk pokazał 100% lucky, ale myślę, że wczoraj było to 100%. Opóźnienie ma jakieś.


Kocham Katowice, naprawdę! Za ludzi. Uwielbiam Ślązaków! Ale pizzę robią okropną. To chyba jedyny minus całego wyjazdu - wiecznie głodna.

To nic. Jak wpadłam do Ikei w Katowicach, to później szłam 200 metrów przez 15 minut. Obładowana, jak Ruskie po wycieczce na Niemcy. Cztery stówki nie moje, ale jaka radocha! A gdy moje dziecko zobaczyło foremki MULA, to miałam dziecko z głowy na pół h. Jak rozłożyłam tunel BUSA, to mi dziecko zniknęło na godzinę. Ale misiaka FABLE BJÖRN nie pokochało. Dziwne. Ja nim jestem zachwycona.

Najlepszego zakupu dokonała koleżanka. Stół kupiła, z czterema krzesłami. I myślała, że to nie problem włożyć do tojoty i usadzić się wygodnie w sztukach czterech. Ostatecznie jechała z chłopakiem, trzymając na stopach wielkie pudło. Ale, ale. To nie koniec przygód ze stołem. Spodek podziemnego parkingu nie ma, nie ma też strzeżonego parkingu, w zasadzie nie ma żadnego parkingu, a panowie kierują na miejsca wzdłóż Alei. Prześlicznie. Doskonały pomysł: zostawić pudło, z telewizorem LCD na ulicy na 8h. Bo się niby złodziej domyśli, że w tym pudle to stół i krzesła, nieprawdaż. W ogóle myślał będzie.
Poszłam ja do stróżówki Spodka, uśmiechnęłam się przepięknie, powiedziałam żem z gór i mam koleżankę debilkę. A pan stróż jak gdyby nigdy nic otworzył rampę i pozwolił wjechać na parking wewnętrzny. Poważnie. Żyć nie umierać. Debilce kazałam flaszkę kupić, którą osobiście z przeuroczym uśmiechem wręczyłam i poszłam się bawić. To znaczy, siedziałam w loży. A co. Swoje lata człowiek już ma.

Przegapiłam koncert Końca Świata, a tak się stęskniłam. Przykro mi było mocno, ale jak się zaczyna grać o 15.45 to nie dziwne, że człowiek się spóźnia. Armia grała jak zwykle, czyli dobry+, dawno nie byłam, dawno nie słuchałam, miło było. Acid Drinkers to jest moc. Ja nie wiem, jak oni mają siłę na te dźwięki i na ich oprawę. I byłam pierwszy raz. Nie pójdę pewnie drugi, ale dość ciekawe zjawisko. Hey to klasa. Nie trzeba więcej mówić. Kasia jak zwykle skromna do śmieszności, piosenki przepiękne, widowisko godne mistrzów. A Pidżama Porno postawiła na szlagiery. Ja się cieszę, ja lubię szlagiery.

Publika Katowicka zdyscyplinowana jak nigdzie indziej w Polsce. Tam, jak ma być młyn to jest. Jak ochroniarze latających przechwytują, to pozostali latający grzecznie w kolejce czekają. Jak mają klaskać i śpiewać, to po prostu to robią. Uwielbiam i kocham.

W ogóle miły dzień był wczoraj. I sporo ludzi dawno nie widzianych było. I rozpoznałam się na ulicy z jednym takim. Miło.

13:45, pajakomsmierc
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Jak to jest możliwe, że patrzę sobie na termometr i jest -21 stopni, na trzecim piętrze, a patrzę w tv i w Warszawie jest -6, przy gruncie? No, pytam się - jak?! Ale nic to. Zakupiłam nowy akumulator w dniu wczorajszym, więc problemow większych z odmarzniętą dupą nie było.


Swoją droga, ciekawe ile wczoraj odczuwali przy równiku piłkarze podczas Pucharu. Widziałam, że lało, a wyubierane to, to! Oglądałam wczoraj mecz, z zaciekawieniem godnym największego kibica. Zresztą, jak przystało na ideał - nawet piłkę nożną lubię. Pod warunkiem, że jest to finał i ja oglądam z piwem w ręce. WKS kibicowałam, tym bardziej po chybionym karnym Drogby. Ale, ALE. Zmieniłam zdanie podczas karnych, a tylu dawno nie widziałam! Ale skandal się wydarzył, z sedzią liniowym w roli głównej, na niekorzyść Zambii, a poza tym świetny był ich bramkarz i nawet sam karnego wbił i tak przystjny Francuz ich prowadzi, że Guardiola niech się chowa!

No i wygrali. Oliwa sprawiedliwa.

I to co zapamiętałam to odcienie kolorow koszulek piłkarzy i zmasakrowaną murawę i rewelacyjnego w swojej roli sędziego głównego. I piwo imbirowe. Sporo, nieprawdaż.

 

 

Z wiadomości okołocelebryckich: Grammy rozdane, dziś rano patrzę i patrzę i tak sobie myślę, who the hell is Bon Iver. Obczajam youtub i sobie myślę, why i haven't heard him yet. Ładny debiut, może nie jakoś wybijający się, ale jednak. Na Waletynki samotne (pierwszy raz od 8 lat) jak znalazł! Foo Fighters - no cóż, nie pałam miłością, jakoś dla mnie nie sa wybitni, nawet jak na Grammy, a Kenye West jest dla mnie zbyt agresywny, choć doceniam. Adele lubię, bez zastrzeżeń do gremium wybierającego. O dziwo.

I cieszę się bardzo, że dziwolągi nic nie dostały w tym roku.

Nie było mi dane obserwować na żywo, ale nie odmówiłam sobie obejrzenia zdjęć wdzięczących się do aparatów. i że tak się wyrażę: C'mon..........

Jak patrzę na Fergie to żal mi tego, kto te matiasy zaprojektował...


Jak patrzę na Robyn to słyszę głosy: 'oh wow! my time machine's working! it's not the 80s? where am I...'

 

W ramach jutrzejszego święta, włączę sobie Karate Kid z synem Willa Smitha. Wczoraj, podczas seansu, z tatą ryczeliśmy jak głupie bobry. Ja, że nie umiem jak syn Willa Smitha, a on, że nie umiem jak syn Willa Smitha. Nada się.

18:15, pajakomsmierc
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Przyjęłam sąsiada.
Sąsiada, którego nie widziałam tak z 15 lat, ale za gównarzerskich czasów razem na bujanym koniku siedzieliśmy, co udokumentowane na fotografii zostało i to on zrzucił mnie z huśtawki, jak miałam cztery lata.
Sąsiad zadzwonił w ubiegłym tygodniu do mojej mamy i rozmawiając z nią, o czym nie wiedział, zapytał, czy byłabym zainteresowana dodatkową formą pracy, na dodatek przez Internet. Jak na 65 latkę przystało, moja mama stanęła dębem i okoniem i przekazała mi słuchawkę.
Pierwsza wtopa sąsiada zaliczona.
Po grzecznościowej gadce szmatce - co u Ciebie, a co u mnie, mężatka, nie? a brat gdzie, a z nim też bym chciał porozmawiać  - po jednozdaniowym przedstawieniu fantastycznej wizji rozwoju osobisto-materialnego w Internecie, zapytał o spotkanie. I tu się zaczęły schody, bo ja nie bardzo lubię, jak ktoś z interesem do mnie, po 15 latach absolutnej ciszy. Ale spoko. Myślę sobie - brat wspomoże - będzie szybko i bez zbędnych formalności powrócimy do stanu 15 lat w hadesie.

Oczywiście brat głupi nie jest - od razu powiedział: weź-spierdalaj.

Ja byłam do dzisiaj święcie przekonana, że jednak mnie kocha i pomoże. Ale nie - spierdalaj to spierdalaj. Więc teraz jestem oficjalnie obrażona i się nie odzywam.
Godzina 19, poniedziałek. Klamka zapadła. Jest. Ba! Ze wsparciem w postaci żony, a żona na dzień dobry ramiona rozkłada i przytulać chce.
Jestem rakiem, średnio podoba mi się dotykanie przez osoby tego samego gatunku, na dodatek bez uprzedzenia. Ale nic to. Herbatki? Proszę.
Mamusia jeszcze cytrynkę przyniosła, ale podobno z herbaty wytrąca się aluminium, więc oni za cytrynkę grzecznie, acz stanowczo dziękują. Choć w sumie nie wiem dlaczego. Przecież wizja zostania robotem jest zajebista!

Gdzieś w połowie rozmowy, żona sąsiada zasugerowała, że moje problemy z cerą (nie, że to po prostu syfy jak u trzynastolatki) to nic innego jak brak błonnika. Ok. Przeżyję, że ktoś widzi mój misternie przygotowany makijaż. Wtopa numer dwa odnotowana.

Po dłuższej, tym razem, gadce szmatce, przeszedł sąsiad do rzeczy, wyciągnął kartkę a4 i zaczął od tłumaczenia planu 45-letniego w ZUSie. Spoko, może wyglądam na taką, której trzeba tłumaczyć. Nie obrażam się, cierpliwie słucham, od czasu do czasu wtrącając swoje trzy grosze. Bo ja pyskata jestem, znam się na wszystkim, wiadomo, to się wypowiadam.

Później przyszła kolej na tłumaczenie, według mnie, działania sieci Makro (bo w skrócie chodzi o 30% mniej wydanej kasy na produkty szybkozbywalne) tyle że w Internecie i z tą różnicą, że o dziwo - ja zarabiam, inni zarabiają, wszyscy są szczęśliwi i mają wszystko (nawet jak to wszystko zużyją, to można oddać firmie fakturę, puste opakowanie, czy torebkę po płatkach śniadaniowych, z argumentem: NIE SPODOBAŁO MI SIĘ, a firma wszyściutko odda). I na końcu się dowiedziałam, że firma spienięży moje marzenia o ślicznej emeryturze na Karaibach, a cztery pokolenia w przód (o tak, jakby taki był plan, żeby się rozmnażać, nieprawdaż), będą dostawały (całe, wszystkie, miliondwieścieludzi) 2400zł do rączki, żeby tylko radośni byli.

Suplementy diety, pomaganie sobie, działania na rzecz zrównoważonych środowiskowo środków i systemów czyszczących i AMWAY.
Tak, kurwa, to żyje i ma się dobrze.
Mało tego - produkuje to nawet makaron!

Czy wszystkie siedem wtop zostało odnotowane?





21:31, pajakomsmierc
Link Komentarze (8) »
wtorek, 31 stycznia 2012

Wpis (wstecz ze trzy lata już) z bloga mojego kolegi, z którym znam się z cudownych lat progressu, czyli studiów:

10 wieczorem, skrzyżowanie pod 7/11, dwóch policjantów przeszukuje dwóch czarnych. chłopaki ręce w górze, policja szuka, skończyła, czarni się zluzowali, gadka szmatka, podjeżdża kolejny radjowóz. staje i policjant zaczyna krzyczeć "put your hands up" raz, drug, trzeci, wydziera się. czarni zmieszani w końcu podnoszą te ręce a z radiowozu kolejny okrzyk policjanta "and wave them like you just don't care"

 

Progress tyczy się też realizowania drzewa planu. O drzewie planu gdzieś wyczytałam ostatnio, postanowiłam uskutecznić. Ale nie jestem w stanie podać linka. Mogę tłumaczyć, obawiam się jednak, że będzie to opis równie zrozumiały jak te wyjazdów wszelkich...

 

 

22:15, pajakomsmierc
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 stycznia 2012

O siódmej rano dnia dzisiejszego wyskrobałam szybki od środka (tak, Romeło, jak na wyjątkowego przystało, zamarza od wewnątrz, dla niepoznaki pozostając pięknym na zewnątrz) i pojechałam odwiedzić najlepszą na świecie fryzjerkę, której swoją głowę udostępniam od dobrych kilkunastu lat. Nawet, jak mieszkałam dwie i pół h od zameldowania, to i tak, moje włosy tylko spod jej palców wychodziły (nawet, gdy lokówką spaliłam kosmyk - dosłownie - zrobiłam wycieczkę nocną). A tym razem sporo się uzbierało.

Nic to. Trzyhpóźniej i stopięćdziesiątzłotychmniej wyglądam jak człowiek. Cudotwórczyni. 

 

 

Nosi mnie. I to nie tylko w przenośni. Zaplanowałam wycieczki krajoznawcze na następne trzy tygodnie. Zakończę Kato. Dawno nie byłam, a okazja do Odjazdów jest. Mam tylko nadzieję, że zaproszenie, które zgubiłam, na wesele znajomych, nie zbiegnie się datą. Głupio mi zapytać...

 

 


12:41, pajakomsmierc
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 stycznia 2012

Przez ostatnie dwa tygodnie byłam cudownie zauroczona jednym takim. Już mi przeszło. A teraz nastąpiło płynne przejście z jednego do drugiego. Gładko poszło. Nieprawdopodobnie gładko.
To dalej nie jest miłość, ale cóż. Zakochana jestem w zupełnie innym. I to już jest miłość. Ale niespełniona i nigdy spełniona nie będzie. Taki los.
Ale każdy powinien w swoim życiu przeżyć miłość nieszczęśliwą . Prawda?

Bez ironii.



Jutro wybieram się na urodziny brata. Moja bratowa jest przecipą, poważnie. Ona nic nie wie, nic nie ma zaplanowane, ale gości zaprosiła. Oczywiście, żarcie ma, gotuje nieźle, więc luz. Ale cała oprawa to już od 5h na mojej głowie. Począwszy od dwóch tortów (wybrania, zamówienia, zapłacenia i odebrania), bo oprócz 30. mojego brata jeszcze obchodzimy 2. urodziny ich syna. Przecudnego zresztą. Ale ja nie o tym. Począwszy, zaczęłam, a skończywszy na jebanych serwetkach. Kurwa. Jest bezbłędna.
W chuj drogo mnie wyniosą te urodziny, jakąś wypłatę i pół, ale mój brat jest tego warty. Gówniarz też. 

Szkoda mi tylko czasu na to wszystko, bo mogłam to zrobić dużo wcześniej, bez nerwówki. Ale nie sądziłam, że będę urodziny bratu wystawiać... Nie miałabym nic przeciwko, ale planowanie pół roku wcześniej, to podstawa!

 

 


21:34, pajakomsmierc
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 stycznia 2012

znów muszę się wygadać. sorry, że znów pada na Ciebie, kochany, ale jesteś na tyle daleko, że nie będziesz na mnie wywierał presji wyjścia i pogadania, a z drugiej strony, mam wrażenie, że choć troszkę mnie rozumiesz.
albo rozumieć się starasz, a to czasem ważniejsze nawet. albo udajesz, a dobrze udajesz.

właśnie miałam śliczną rozmowę z mamą na temat mojej przyszłości w domu rodzinnym. chyba pierwszy raz rzygnęłam, że mi się tu nie podoba. jak wychodziłam z kuchni, wyglądała na obrażoną i urażoną, dość mocno nawet. trudno. mam już rodzące się z jajeczka wyrzuty sumienia, bo moja mama jest najlepsza na świecie, ale póki co te wyrzuty, tłumię w sobie mocno. zapaliłam, uspokoiłam się troszkę, jedna tylko łezka poleciała mi po policzku. ale też nie wiem czy z powodu tego, że sprawiłam jej przykrość stwierdzeniem: źle mi tu, muszę odejść; czy w ogóle, z ogarnięcia multum swoich słabości.

dalej uważam, od samego początku tak sądziłam, że powrót do rodzinnego miasta, a tym bardziej do domu, to zło. i to nawet nie zło konieczne, tylko zło dla mnie i mojej ogólnej postawy i osobowości. i zło dla relacji mojej z rodzicami. ale to najmniejsza linia oporu była, cóż. łatwo żeby było - tak chce większość z nas, nieprawdaż.

już nawet nie wspominałam o chęci i nawet podjętych próbach, w celu wyjazdowym. i to wyjazdu dalekiego.
jajebię. nawet sobie tego nie wyobrażam. jestem wściekła na siebie, bo nie umiem raz a porządnie wypowiedzieć na głos, tego czego chcę. a mama nie zasłużyła sobie na to, żeby nie wiedzieć. żeby się dowiadywać na tydzień przed.
komunikacja, huh?


na sylwestra szłam z rozładowanym telefonem, jechałam spragnionym romełem, z jednym okiem sprawnym (dzisiaj wymieniłam żarówkę, ha! sama!). i mogłam się domyślić, że ten rok będzie kłopotliwy pod względem komunikacji.
wczoraj byłam u brata. nie miałam na taksówkę powrotną, więc chciałam skorzystać z komunikacji miejskiej nocnej. brat sprawdził połączenia w necie. jak już była podbramkowa sytuacja czasowa, zbiegłam chwiejnym krokiem z czwartego piętra, tylko po to, by przeczytać, że ostatni nocny odjechał dziesięć minut wcześniej.
wróciłam pod klatkę, dzwonię domofonem (bo mi brat roztrzaskał telefon na płytkach kuchennych, dziesięć minut wcześniej. wprawdzie przez przypadek, ale i tak mi smutno. bratowa dała mi swój stary aparat, ale na nim nie odczytam nawet swoich kontaktów, bo ma tak zapchany telefon, że z karty już nie czyta).
wybiegam na górę, bo brat musi mi dać na taxi, bo nie mam, nie wzięłam portfela, to nie mam.
dzwonię po taxi, w międzyczasie dowiaduję się, że stałam na złym przystanku i autobus, kurwa, za minutę. biegnę spowrotem. na szczęście zdążyłam. wracam do domu, środek nocy, mama nie śpi.
nosz kurwa, ledwo się trzymam na nogach! ostatnią osobą, jaką chciałam widzieć, żeby widziała mnie w takim stanie, to mama. no ale przecież "no, dobrze, że już jesteś, bo się martwiłam"
no, dobrze, że już jestem.


dziękuję!

22:28, pajakomsmierc
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 grudnia 2011

W ogóle nie czuję tego roku.
Ale to kompletnie.
Już nawet nie chodzi o chujowość tegoż, ale o zrozumienie ogólne.


RIP 2011. O zmarłych mówi się albo dobrze, albo w ogóle.

Więc skupię się na konkretnej fascynacji innym.
W tamtym roku królował na listach przebojów 1972. W tym na tapetę trafił cudny 1984, kiedy i Offspring i Doda się rodzili. Może być lepiej? Takie osobowości - to musiał być wyjątkowy rok!


W tej reklamie zostały poruszone trzy tematy, o których tutaj nie będzie, choć wpisały się w ramy 1984, a mianowicie:
-Słoneczny Patrol, w którym grała Camila More, która w 1984 grała w moim ulubionym horrorze, którym jest: Friday the 13th: The Final Chapter. /Nadużycie odmian 'którego' zamierzone, na poziomie serialu/
-1984, w którym Orwell pisał o mojej ukochanej kawie tak: From somewhere at the bottom of a passage the smell of roasting coffee - real coffee, not Victory Coffee - came floating out into the street. I ja wiem, że to zdanie dla wszystkich aromatycznym jest.
-the last but not least: Apple, ale o śmierciach wiadomych tego roku, się nie mówi.

Ważniejsze jest, że premiera Lat dwudziestych... Lat trzydziestych... miała miejsce - kto nie oglądał ten trąba. Ważny film, bardzo. Ha, pewnie się Czytelnik Seksmisji spodziewał, Terminatora albo co gorsza: Niekończącej się opowieści lub Indiany Dżonsa (moich notabene dwóch do końca świata znienawidzonych filmów - obu się bałam i bać się będę. W jednym wysokości i wielkości ogólnej, w drugim pająki. Rozumisz, Kaźmirz?). Było jeszcze To tylko rock. Też powstał. Powinnam się zachwycać, z racji umiłowania muzycznego, ale nie miłuję, co zrobić.  A z premier telewizyjnych: Miami Vice - kto nie kocha?! No, ktooo?

 

Nie mogę nie wspomnieć o Jordanie, bo tak i owszem, w 1984 Michael Jordan w Chicago Bulls rozpoczął karierę. Co tu dużo mówić: REKORDZISTA i MISZCZUNIO. LeBron się narodził - jego, kurwa, następca, nie? No, na spółę z Kobe... Ale nie wiem, z którego roku Kobe, a nie chce mi się sprawdzać. No, nie. Jednak sprawdziłam i on nawet ode mnie starszy, heh.


I Robercie Kubicy. Nie mogę nie wspomnieć, urodził się chłopak jakoś pod koniec roku 1984. Mój brat zaraził mnie książkowo Formułą 1. Jestem nawet w stanie opowiedzieć sezon poprzedni, ze zrozumieniem dla siebie i opowiadanego. Wiem, bo próbowałam i ponoć wyszło. Zarażać jeszcze nie potrafię, ale to tylko kwestia czasu.



Z mniej różowych, w tym politycznych z racji dyplomu, tematów polskich to oczywiście, śmierć Popiełuszki, sprawa Przemyka i czarna lista Kisielewskiego w 'Powszechnym, szanownym i poszanownanym Tygodniku'. Ale w tym roku miałam już dość chujowych, osobistych punkcików do poruszenia, więc wątki ogólnopowiatowe pominę. Rozumiem też, że dla szanownego gremium, może niniejszna notkać zostać odczytana jako co najmniej niepełna, ale trudno. Miałam beznadziejny rok, więc się odpierdol. Temat zaznaczyłam, więc zróbsesam.
Z bardziej różowych faktów światowych to zatwierdzony hymn Australii (choć do Australii mam stosunek mocno niechętny, o którym już niegdyś pisałam, to hymn jest uroczy: gwiazdka i śmieszność słowna w jednym!) oraz, też i także, zaakceptowana forma i kształt flagi Egiptu, tak, w tym roku, szałowo palona.



Gdyby rok 2011 był dziewczyną poznaną w okolicach marca, i gdyby podszedł do mnie z uśmiechem i powiedział: miło było cię poznać. wówczas z przyjemnością odpowiedziałabym: czy spierdalaj, znaczy to samo, co: spotykajmy się częściej?




20:28, pajakomsmierc
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 grudnia 2011

Nie będę przeklinać dzisiaj. Oczywiście, miałabym ochotę, ale nie będę. Byłam według pana Mikołaja grudniowego (od szóstego począwszy) najgrzeczniejsza w swoim dwudziestoośmioletnim życiu. Ever.

Idę do wanny.

Zostawiam do posłuchania:


Mogłabym się przyznać takiemujednemu, że dzięki niemu polskie raperowanie wzięło mnie za chabety i potrząsnęło, ale nie ma sensu. Co to kogo, nieprawdaż. Tym bardziej, że pasowałoby się nie przyznawać, że za pierwszym razem rytmu i melodyi słucham, w drugiej odsłonie - słów wyczekuję, na finał dopiero rozumieć zaczynam. Musiałabym wytłumaczyć, czemu każdy kawałek skomentować mogę po 15 minutach od publikacji, ale to jednak standardy obniża.

***

Po przeszło godzinnej przerwie w pisaniu notki, siedzące przed laptopem wielkie awokado, lub kokos, /jeśli ktoś lubi uda wąchać/ potwierdza niniejszym peerelowską prawdę, jakoby importowane kosmetyki były lepsze od rodzimych. Jakjakurwapachnę to niech więdnie choinka!


Stosowna melodia na tę okoliczność jakby zesłana:


Że też nie mam komu podsunąć odsłoniętego ramienia do powąchania.
No, ale przeklinać nie miałam. Więc nie będę wspominać.


Muszę się oszczędzać, stąd odpoczywam w ciągu dnia i dlategoż wanna o 18. W normalnych okolicznościach, pewnie, biegałabym w ramach rozruszania po stronach webowskich, albo wykonywałabym inne, równie męczące czynności. Ale playoffy się zaczęły, więc o drugiej a.m. odpalam canalplus z miłością i patrzę.
Niewiele rano rozumiem, a w ciągu dnia nawet nie udaję, shit happens. Nikogo nie powinno dziwić. A chuj mnie obchodzi, że pani nie wie o co chodzi, bo się poznałyśmy trzy miesiące temu, pani szefowo.

No to co, Żulczyk na rozluźnienie - RAZ! 

 

20:15, pajakomsmierc
Link Komentarze (6) »
sobota, 17 grudnia 2011

Ja się pytam - po co ja stałam w kolejce u pani bozi?
Bo chyba tylko po 4litery i fajne samochody.
I tupet.
I gust muzyczny.
I chrześniaków.

Na pewno nie po rozum. Rozumie się.
Wdałam się wczoraj w klasyczną rozmowę pijanego z pijaną. Niestety przy świadkach.
Ale jak mi ktoś zaczyna tłumaczyć różnicę między aplikacją na radcę prawnego a adwokacką, to ja wymiękam. Nie żebym się znała, ale conieco wiem. To znaczy, myślałam, że wiem. Okazuje się, że nie, ale przekonana nie jestem.

Trudno, w niektórych kręgach już zawsze będą blądifrądi. Co zrobić.

Ale miłoby było, gdybym umiała wyprosić, jak Salma - cycki, choć troszkę mózgu. Może jeszcze mają tam na górze, na stanie. Poproszę. 

14:34, pajakomsmierc
Link Komentarze (6) »
niedziela, 11 grudnia 2011

Mam poczucie, że dzisiaj będzie dobry dzień. Poczucie, nie przeczucie, tak. I to nie dlatego, że fb pokazał mi, że jestem 94% lucky today.
Skończyłam wczoraj pracować o 1:30. Prezentacja dopracowana w szczegółach najmniejszych, bo jak się będzie miało 30minut i max 11 slajdów, to trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Więc, jak nigdy, już tydzień przed - przygotowanam. Zresztą, i tak nie będę czasu na to w tygodniu.
Do Łodzi się wybieram, z rozkazu szefa, będę mówiła o tym, 'jak uzyskać TAK w fazie rozbrojenia'. Śliczny tytuł, nieprawdaż. Już rok nie zabierałam głosu publicznie (na necie się nie liczy), więc na samą myśl zaczynają mi palce drżeć, ale dam radę. Drżały mi palce też, gdy mojej sekretarskiej przełożonej mówiłam, że w piątek to mnie nie ma. Prawie gałki jej wypadły. Ale przyjęła (choć nie obyło się bez 'dokurwynędzy'). Ona mnie potrzebuje, ja potrzebuję wolnego. Wóz albo przewóz. Do stracenia mam całe nic.

Z tematów około życiowych:
Obawiam się, że sąsiadka - sąsiada zabiła. Kłócili się, jak zawsze, ale w pewnym momencie usłyszałam takie szaleństwo w głosie sąsiadki i coś na kształt [plasku], że obawiam się pogrzebu w środę. Oczywiście, być może to on zabił ją, ale on schorowany troszkę, poza tym chyba ma zbyt dobre serce, bo nie odszedł, jak powinien sto lat temu. Albo się bał. Albo nie wypadało. A teraz jest taka cisza, że aż krzyczy.

Indios bravos na zagłuszenie i allegro, czyli szukanie szklanych, przezroczystych bombek mode on. W tamtym roku bawiłam się w cekiny na styropianie, w tym roku nie mam na takie pierdoły czasu.
/zdjęcie z ładnychrzeczy na bloxie/




13:04, pajakomsmierc
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

No, dość biadolenia, grudzień jest. Listopad nie był najszczęśliwszy. Zresztą, który miesiąc był w tym roku. Kilka dobrych momentów. Reszta w kosz. Zapomnieć.
Skoro mi życie zbyt szczęśliwych momentów nie przynosi, to trzeba je sobie wymyślić. Optymizm po oczach, /charat, charat - albo bardziej zjadliwe dla niektórych: trach, trach/. Tym bardziej, że Pan Mikołaj zasponsorował nowe patrzałki.
Ooooo kurwa, brylanty! TAK!

Poszłam do okulisty, żeby sprawdzić, czy źle widzę, czy mam brudne szyby w samochodzie. Tak, mam brudne szyby. Ale każdy powód jest dobry, żeby się upięknić. A na rasowego spaniela teraz wyglądam.

Choć teraz nie mogę przesadzać z zajebistością zewnętrzną, bo mam listonosza z InPostu, który się straszliwie narzuca. Raz sobie zażartowałam, coś na temat serca, a pół h później rzucona na biurko została karteczka, z wyrwanego firmowego notatnika, z wyskrobanym nr telefonu. To było w tamtym tygodniu. Dzisiaj były czekoladki i cielęcy wzrok: nieeeezaaadzwooniiiłłaśśajaaaczeeeeekałeeeeeem!. Wzrok wyrażał, tyle co słowa. Jeszcze dorzucił: peeeewnieeenumerrrjużwkoszuuuwyląąąądooowaaaał! Jajebię. Teraz już tak. A czekoladki jutro oddam. Przecież nie tknę, żeby mi w gardle stanęły. Koleżanka wietrzy kłopoty z pocztą, teraz. To znaczy, od jutra.

 


Tak, powracamy do życia, chłopcy i dziewczęta:

edit: nie wszystkim się do życia powraca. Villas, np., nie.

21:52, pajakomsmierc
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 listopada 2011

Walczą we mnie lwy, walczy zgraja psów. 
Zdania wielokrotnie złożone z samych kurew i chujów na różne sposoby jebanych.
To nie moje, ściągnęłam od kogoś, ale nie wiem skąd. Zapamiętałam tylko to zdanie, reszta była nieciekawa. Lubię przeglądać blogi innych, chyba z czystej ciekawości, czy aby inni mają równie przejebane, jak ja. Bardzo rzadko zatrzymuję się na dłużej. Na dwóch zatrzymałam się dzisiaj, pogrzebałam w archiwum, będę wracać. I wcale nie dlatego, że mają bardziej przejebane, niż ja. Bo nie mają.
A ja mam dość. Wszystkiego. GC mam, trzeba odnowić i zaczynać życie od początku.
Myśli i działania moje były skierowane ku temu od kilku tygodni. Boję się decyzji, którą podjęłam, ale też boję się jej nie podejmować. Bo jak ma być, jak teraz, to dziękuję, postoję (sq - tak, to z Ciebie mam). Ciężko wyobrazić sobie kobietę, bez zobowiązań większych (poza kredytem na samochód), w moim wieku, w moim położeniu. Samej nie mieści mi się to w głowie. Bo położenie mam lelawe, mocno lelawe. Jałowe też.
Byłoby mi łatwiej, gdybym była otoczona ludźmi, którym się chce, cokolwiek. Ale w moim otoczeniu akurat brak takich. Albo chcą czegoś zupełnie innego, niż ja.
Z grupą znajomych wymyśliliśmy, że czas zbierać dupy w troki i wyjeżdżać, przynajmniej coś przeżyjemy. Jako, że większość nie ma wizy, a ja i jeden z kolegów musimy odnowić GC - czeka nas wypad w Warszawkę. Miał się dokonać w ten weekend, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Kolega miał dzwonić do Ambasady, miał nas umówić, bo w końcu w sobotę chcieliśmy wszystko załatwić, a na to nie trzeba stać w kolejkach, a jedynie się umówić specjalnie. Wiem, już tak byłam. Ale niestety, nie zadzwonił, czy się nie dodzwonił, chujwieco. Dowiedziałam się w piątek, o 18. Koleżanka zobowiązała się ułatwić zadekowanie (wiadomo, jak to z Ambasadą, nic to, że a pół roku wyjazd - najważniejsze, żeby mieć czyste papiery), ale ZAPOMNIAŁA. Ja pierdolę, ZAPOMNIAŁA. Głupia krowa.
Więc do Warszawki nie dotarłam.
I dupa blada.
Się mocno zastanawiam, czy z tą grupą chce mi się gdziekolwiek. Samej się boję, ale w tej grupie raczej bezpiecznie być nie może.

A i jeszcze jeden mnie spotkał miły gest. Większość, którym mówię, że wyjeżdżam i senkju, senkju, baj, dzieli się na dwie grupy: jajebięzajebiściepowodzenia (mam Cię w dupie, leć w cholerę) i jajebięjapierdolęnieróbtego (kocham Cię, umrę bez Ciebie). ALe znalazła się owieczka, która zareagowała co najmniej dziwnie. Ani to jedź w pizdu, ani zostań, bo Cię potrzebuję tu. Nic, przyjęła owieczka do wiadomości i przestała się odzywać. Spierdalaj w twarz. A to akurat owieczka bliska memu sercu, więc ubodło jak diabli. 


23:29, pajakomsmierc
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 listopada 2011

Muszę sprawdzić nową kolekcję Versace w h&m. Podejrzewam, że albo mnie nie będzie i tak na to stać, albo nie będzie mi sie podobało, bo jednak w klimatach lat 80. i 90. jestem średnio obsadzona modowo (ale może bojówkowe akcenty będą). Gdyby Donatella napisała piosenkę, to inna sprawa, bo muzycznie pałam do lat 90. miłością absolutną. I tak. Ace of Base też i także wchodzi w nurt.

Ale sprawdzić kolekcję musim. Swoją drogą, ciekawe, czy 'wybrany sklep' mieści się w moim okręgu wyborczym. Powątpiewam jednak.

Przy okazji - gremium słyszało o kradzieży kolekcji Marka Jackobsa? Wietrzę chwyt marketingowy, ale ja palę, więc węch mam słaby.

 

Z powodu jednego człowieka, odkrywam stare-nowe perełki ska-punk. Niestety, ewidentnie sie postarzałam, bo tempa tańca nie wytrzymuję. Tempa nie wytrzymuję nawet, jeśli tylko śpiewam. A powinno być inaczej, bo na zumbę mnie przyjaciółka zaciągnęła (nawet karnet kupiła, żebym nie miała wyjścia). Wprawdzie od dwóch tygodni mnie tam nie było, ale. Ale. Zumba miała mi pomóc odzyskać figurę 'milion dolców', poprawić krążenie i oddychanie. A wychodzi na to, że jednak gówno mi to daje.

Ale lubię, raz w tygodniu (tak, karnet mam na dwa razy w tygodniu), potańczyć przy Shakirze. W zasadzie, zabawa polega na ruszaniu biodrami przed lustrem. Dla mnie bomba.



Z około życiowych klimatów:

(1) IDĄ ŚWIĘTA zaczynam robić prezenty. Jak ktoś wie, to wie, że ja z wyprzedzeniem wszystkie prezenty robię. Nawet półrocznym. Ale życie sie mi nie poskładało na myślenie o innych, więc dopiero zaczynam. Ale mam ograniczone możliwości finansowo-czasowe, więc nie wiem, co to z tego będzie.

Rozplanowałam już bratową. Już! Wow... i siebie. Ale to jedno i to samo, w dwóch egzemplarzach. Bo kuchnia Pana Knappe będzie idealnym prezentem, dla nas obu.

Chciałabym jeszcze Adele, ale chyba pokumam się z Torrentami. Słyszałam same pochlebstwa o najnowszym dziele, więc z przyjemnością sprawdzę.

(2) ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE - no, nie jest.

(3) ZIMNO - powaga? W załączeniu:




19:51, pajakomsmierc
Link Komentarze (4) »
środa, 16 listopada 2011

Oczywiście, mogłabym napisać o mojej doskonale rozwijającej się karierze zawodowej, albo o jaraniu pojar. Ale po co. Skoro jest......... TADAM:

19:41, pajakomsmierc
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 listopada 2011

Wczoraj patriotycznie poświęciłam dzień święty Polski i zapiłam robala, z przyjaciółką.

O północy odprowadzałam ją przez pół osiedla do samochodu męża, bo mąż gubi się na drogach osiedlowych moich. Stało dwóch chłopców, na oko wiek 30+. Krzyczeli coś o pijanych w sztok, więc krzyknęłam raz, ale dosadnie: Przestań pyskować, tylko chodź się całować!

O-ja-nie-mogę. Jak on się całował!

 

 

12:14, pajakomsmierc
Link Komentarze (5) »
sobota, 05 listopada 2011

Ha! Jakiś czas temu zdarzyło mi się rzucić kilka słów na temat bloga Kasi Tusk. Podrzucam, zatem, bo to wywiad doskonały: Robienie idioty w internecie.

22:33, pajakomsmierc
Link Komentarze (9) »
czwartek, 03 listopada 2011

Nie starcza czasu - doba za krótka, energii - w wysysającym energię miejscu pracuję, ochoty - bo jakoś tak mi dziwnie jest. I nie bardzo wiem, jak to ugryźć. I nie bardzo wiem, czy chcę. Bilans ostatniego wyjazdu do Częstochowy zmienny jest, i wciąż in minus. A tak. Bo ja do Częstochowy pojechałam, żeby się z nowym chłopcem spotkać (a co, nie wolno?!)

Nie wiem jak to możliwe, ale znów zgubiłam się na autostradzie. Tak wiem, zdolniacha ze mnie. Jak ostatnim razem jechałam w strone Częstochowy, to tata skecając na Jaworzno powiedział "Błąd, trzeba było jechać dalej" i ja to zdanie zapamiętałam.

Nic to, że dojechałam do Katowic, Zabrza, Bytomia, a na Częstochowe przez Tarnowskie Góry jechałam. Nic to. Swoją drogą, nie wiedziałam, że ostatecznie do Wrocławia jest tak blisko! Dzięki temu zamiast 330km, 480km przejechałam. Dotankować musiałam na autostradzie (a wiadomo, że ceny nie są tam najniższe), spóźniłam się półtorej h i złapała mnie policja, bo jak już wiedziałam co robię i gdzie jadę - jechałam jak szalona. Nie od dziś wiadomo, że ja mandatów nie dostaję, wytłumaczyłam panom co i jak, że on czeka, że ja nie mogę się doczekać, że się kasa kończy, że się zgubiłam.. a jeden z nich na to: -jakby mnie tyle rzeczy spotkało, dalej bym nie jechał. ale pani niech jedzie.

Uff! To pojechałam.

W Częstochowie też się znaleźć nie umieliśmy (czy jeśli ktoś jest na ulicy Głównej to może oczekiwać, że go znajdą? Z GPS? Bo ja się zdziwiłam, że jednak nie można), dzięki temu mogłam panią podwieźć do domu, pozwiedzałam troszkę, pojeździłam.. Ale ostatecznie się spotkaliśmy, na parkingu B1, sieci M1.

Niesamowite, że dotarłam, że on dotarł i nie pojechał w pizdu wcześniej, niesamowite do kwadratu.

A i owszem, wspomnienia miłe. Małe marivaudage wprowadzone w życie.

A dzisiaj się dowiedziałam, że dostał pocztę z Mykanowa (ah, jaka cudna nazwa!) pod Cz, ze swoim zdjęciem i dołączonym kwitkiem: 400zł, 8pkt. I jak tu kurwa na plus ma się bilans zamknąć.

Poza tym, już czar prysł, już nie rozmawiamy tak często, tak długo i że w ogóle. Już tęsknić zaczęłam, skończyłam. I w ogóle. Jakoś tak chujowo, nieprawdaż? Jakby był konkretniejszy to by było lux! A tak jest loose.

 

Z wiadomości okołorobotniczych: już igrałam z różnymi instytucjami, przeróżnymi, ale z KNFem to jeszcze nie. Troszkę się boję efektu [konsekwencji troszkę mniej] ale... no co zrobić. Czy mówiłam już, że nielegalnie korzystam z kasy pancernej, programów firmowych, w ogóle nielegalnie nawet komputer włączam? Zero uprawnień, zero swoich loginów. Ale cesję nabijam! Nie, żebym mogła, nie. Bezprawnie nawet kawę sobie robię, zużywając sukcesywnie ścianki kubków i filiżanek. Co śmieszne, firma niemiecka, powinno być ordnung muss sein, a tu proszę, Polak potrafi. 

I teraz podsumowujące, bardzo istotne, wrażliwych wypraszam.

Chciałam pracę na zasadzie: uśmiech do telefonu. A nie, kurwa, zapierdol gorszy niż u Sukinsyna! Chciałam czuć się potrzebna i żeby moja praca była potrzebna, ale nie, kurwa, jak idę siku to się firma wali.

I jeszcze wkurwia mnie jedna baba, która się wpieprza w każdą rozmowę. Ale jak się uśmiecha przy tym! No, kiedyś jej strzelę z procy w jednego z ząbków. trulitruli!

Z deszczu pod rynnę. No.

18:46, pajakomsmierc
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 października 2011

dla mnie ta strona to jakieś mistrzostwo świata! a jak patrzę na te samolociki to się zastanawiam ilu osobom właśnie zmienia się życie, perspektywa i możliwości. też tak chcę....

http://www.flightradar24.com/


przeklikałam już chyba wszystko ;)

 

 

22:22, pajakomsmierc
Link Komentarze (3) »
środa, 19 października 2011

wiem, że Cię zaniedbywałam ostatnio, mocno. mocno, mocno. i mocniej.

przekupię Cię!

do zakupienia TU

 

21:07, pajakomsmierc
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
następne
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Spy
Chaotyczna neutralna.
Cupcakes and Cashmere
Jak Żyć
Make Cooking Easier
Mandarynka
Me and Alice
MonoTema
Natsumi Hayashi
Notatnik dekoratorski emigrantki
O modzie subiektywnie
[room] by sofie
Sea of Shoes
The Oatmeal
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter!
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog